Parafia unicka pw. św. Nikity w Kostomłotach

Boże Narodzenie 2011

Boże Narodzenie 2011
Christos rażdajetsia - sławitie Jeho!
Obchody Świąt Narodzenia Pańskiego w każdym z obrządków łączą się z radością. Celebracja pamiątki przyjścia na świat Jezusa to jedna z największych uroczystości chrześcijańskich. O tym, jak Boże Narodzenie świętują grekokatolicy z Kostomłotów, opowiada ks. Zbigniew Nikoniuk.

Święta Narodzenia Pańskiego w tradycji wschodniej poprzedza czterdziestodniowy post. Rozpoczyna się on w połowie listopada, jednak nie odprawia się wtedy żadnych specjalnych nabożeństw, związanych z tym okresem. Kostomłoccy parafianie, tak jak rzymskokatolicy, biorą udział w rekolekcjach, które ze względu na małą liczbę wiernych trwają tylko dwa dni. Kapłan najpierw spotyka się z nimi przed Liturgią, a potem, podczas celebracji, wygłasza kazanie. Jesteśmy razem W ostatnią niedzielę Adwentu święci się opłatki i prosforę, którymi wierni będą dzielić się podczas wieczerzy wigilijnej. - Prosfora to kwaszony chleb, na którym sprawowana jest również Liturgia. Podczas wieczerzy gospodarz (albo gospodyni) dzieli ją na tyle cząstek, ilu jest gości przy stole. Nasi wierni, zachowując zwyczaj, między sobą dzielą się prosforą, zaś z przyjezdnymi gośćmi, łamią się opłatkiem - opowiada ks. Zbigniew Nikoniuk, proboszcz parafii neounickiej w Kostomłotach. - Na wieczerzę przygotowujemy dwanaście potraw. Są śledzie, kluseczki z makiem, postne pierożki z olejem, bigos z grzybami, złote placuszki na drożdżach i obowiązkowo kisiel z owsa - wylicza pani Anastazja. Przygotowania do wieczerzy trwają od samego rana. Po uroczystej kolacji, o północy wszyscy idą do cerkwi. - Przed dwunastą idziemy na „wsionoczne”. Trzeba na niej być, bo jest ona tylko raz w roku. A potem jesteśmy bardzo zadowoleni, że razem byliśmy na modlitwie - tłumaczy moja rozmówczyni. Chrystus pośrodku nas Po wieczerzy, o północy, grekokatolicy gromadzą się na „Wielikoje Powieczerije”, (nazywane często „wsionoczne”). Nabożeństwo składa się z „Utreni” i „Wieczerni”, które przechodzą w Liturgię Jana Złotoustego. - Rozpoczynamy od uroczystego wezwania, wyśpiewanego przez kapłana, który stoi przed carskimi wrotami. Cała uroczystość trwa około czterech godzin. Święci się wtedy pięć chlebków, wino, pszenicę i olej. Potem, za pomocą specjalnego pędzelka, maże się nim czoła wiernych. To bardzo piękny obrzęd. Kapłan do każdego podchodzącego mówi: „Chrystus pośrodku nas”, a wierny odpowiada: „Jest i będzie” - mówi ks. Z. Nikoniuk. Wspólne świętowanie nie kończy się jednak w cerkwi, ale… na plebanii. - Mój poprzednik - o. Roman, pozostawił pewien dobry zwyczaj. Po zakończonej Liturgii wierni nie idą od razu do domu, ale przychodzą na plebanię i śpiewają kolędy. Śpiewy trwają nawet ponad godzinę. Mamy swoje wschodnie kolędy, ale także bardzo chętnie śpiewamy te powszechnie znane. Potem wszyscy rozjeżdżają się do domów. Trzeba tu zaznaczyć, że parafia Kostomłoty jest bardziej personalna niż terytorialna. Nasi parafianie mieszkają nie tylko w Kostomłotach, ale także w Terespolu, Małaszewiczach i Białej Podlaskiej - dodaje proboszcz. Nasze zwyczaje Pierwszego dnia świąt w kostomłockiej cerkwi nie odprawia się już Liturgii. - Wychodzimy z tego założenia, że święta zaczęły się w nocy. Po to modliliśmy się od północy, by w dzień odpoczywać i świętować razem z bliskimi przy stole. Dopiero po południu zbieramy się na „Wieczernię” (rodzaj naszych Nieszporów). II dnia odprawiamy Liturgię Jana Złotoustego. Do obrzędu wchodzą też tzw. tropariony, mówiące o narodzeniu Jezusa Chrystusa. Całość jest oprawiona kolędami - opowiada ks. Zbigniew. Na czas świąt, w cerkwi w Kostomłotach ubierane są choinki i przygotowywany jest żłóbek. - W tradycji wschodniej jest z tym bardzo różnie. Najczęściej na „tietrapodzie” wykłada się ikonę Narodzenia Jezusa Chrystusa. Wierni przychodzący na Liturgię, po wejściu do cerkwi żegnają się i całują tę ikonę - wyjaśnia kapłan. 31 grudnia w Kostomłotach, tak jak i w rzymskokatolickich parafiach, sprawowana jest Liturgia kończąca i podsumowująca rok. - Tego dnia mówię swoim parafianom o tym, czego wspólnie dokonaliśmy, informuję też o funduszach i wydatkach. Oni odbierają to bardzo pozytywnie. U nas najczęściej dzwonimy na pogrzeb. W 2010 r. ochrzciliśmy troje naszych dzieci, gorzej było ze ślubami - w tym roku nie odbył się żaden - mówi proboszcz.