Parafia unicka pw. św. Nikity w Kostomłotach

Ocalić od zapomnienia: "Ksiądz Piotr Skarga a obrządek grecki"

Ocalić od zapomnienia: "Ksiądz Piotr Skarga a obrządek grecki"

Co Kostomłoty łączy z Ks. Piotrem Skargą. Wielkim kapłanem, mężem stanu i patriotą, którego rok niedawno obchodziliśmy. O tym możemy wyczytać w przedwojennym piśmie "Oriens". W naszym cyklu "Ocalić od zapomnienia" artykuł słynnego orędownika sprawy wschodniej Ks. Jana Urbana SJ wydany z okazji 400 rocznicy urodzin Ks. Piotra Skargi



"KSIĄDZ SKARGA A OBRZĄDEK GRECKI"

W historii Unii Brzeskiej ksiądz Piotr Skarga ma swoją chlubną kartę. Niewątpliwie byłoby przesadą nazywać go jej twórcą, jak to może przytrafiło się niejednemu odświętnemu wielbicielowi postaci Wielkiego Kaznodziei, nie będzie jednak przesadą twierdzenie, że on przez swoje wileńskie kazania i przez książkę "0 jedności Kościoła Bożego" zapoczątkował zarówno żywsze zainteresowanie się polskich kół duchownych i politycznych problemem cerkwi wschodniej, jak i wywołał pewien ferment w szeregach wyznawców „greckiego nabożeństwa", zmuszając ich do szukania środków podźwignięcia cerkwi z głębokiego upadku. Za właściwych twórców unii trzeba uważać biskupów ruskich, ale dość porównać treść ich powtarzanych narad i podpisanego w r. 1596 w Brześciu „Listu unii" z książką Skargi, by widzieć ile myśli i argumentów owi władykowie, którzy unię zawierali, z Pociejem i Terleckim na czele zawdzięczali jezuickiemu kaznodziei. Nie przypadkiem też chyba on — kapłan łaciński — znalazł się w Brześciu w roli notariusza synodu, na którym dokonano ostatecznie wiekopomnego dzieła.
Istotą unii brzeskiej było uznanie przez biskupów ruskich zwierzchniczej władzy papieskiej i przyjęcie całej dogmatyki katolickiej, a zatrzymanie natomiast obrzędowej i zwyczajowej strony Kościoła wschodniego. Stworzono organizację, którą w ucierającej się dzisiaj nomenklaturze należałoby nazwać „katolicyzmem wschodniego, mianowicie greckiego, czy ściślej bizantyjsko-słowiańskiego obrządku". Dzieło unii brzeskiej nie było bynajmniej czymś nowym, bez precedensu. Odtwarzało ono już po raz niewiadomo który różne unie z Rzymem kościoła greckiego, ormiańskiego, z innych drobnych odłamów oddzielonego Wschodu, w szczególności wznawiało zawartą przed 150 z górą laty Unię Florencką.
Ksiądz Skarga, pracując piórem i głosem swoim dla dzieła pojednania Rusi z Rzymem, nie inaczej rozumiał unię, jak ją tradycyjnie i urzędowo pojmowano w Rzymie, nie na innych ją zasadach opierał, jak tylko na tych, które przyświecały twórcom  aktu  florenckiego w r. 1439.
Prawda, że nie wszyscy, zarówno w Polsce jak nawet w Rzymie, podzielali ten sam punkt widzenia. Taki np. Herbest, pracujący nad nawróceniem Rusinów, wahał się co zrobić z ich obrządkiem, czy dążyć do zamiany na obrządek łaciński, czy też tolerować, przynajmniej do czasu, ceremonie i zwyczaje wschodnie. Mogły jego rozważania pro i contra stanowić przedmiot namysłu nawet pewnych rzymskich dyplomatów i teologów. Nawet entuzjasta idei pozyskania dla Kościoła Moskwy, O. Possevino, pozostawienie Rusi i Moskwie obrządku wschodniego wyobrażał sobie jako pewnego rodzaju ustępstwo ze strony Kościoła, ustępstwo czasowe, które po utrwaleniu się jedności kościelnej może stanie się niepotrzebnym. O księdzu Skardze trzeba powiedzieć, że tego rodzaju wahań ani zastrzeżeń nie znał, że pozostawienie powracającym do jedności katolickiej wyznawcom Kościoła wschodniego ich rodzimego obrządku — i to bez ograniczeń co do trwania — poczytywał za rzecz zupełnie naturalną. Trzeba powiedzieć także, że Skarga nie poczytywał wschodniego obrządku u unitów za jakieś ledwie tolerowane „zło konieczne", ale za rzecz w samej sobie dobrą i świętą.
Przekonaniem o takim stanowisku Skargi względem obrządku greckiego u jednoczących się z Rzymem Rusinów próbuje zachwiać w ostatnich czasach prof. Kazimierz Chodynicki, autor dzieła "Kościół prawosławny a Rzeczpospolita polska" (Warszawa 1934). W książce prof. Chodynickiego znajdujemy szereg twierdzeń, z których wynikałoby, jakoby stosunek Skargi do zagadnień unijnych i obrządkowych był co najmniej chwiejny. Zdaniem autora, Skarga „szczegółowego planu, ani co do treści unii, ani sposobu jej realizacji nie podawał" (str. 219). Dalej twierdzi tenże autor, że Skarga „nie przeprowadzał ściśle granicy, które z wierzeń, obrządków i obyczajów Kościoła wschodniego mogą pozostać w Kościele wschodnim po złączeniu z Rzymem" (tamże), że „zasadniczo zgadzał się na zachowanie obrządków wschodnich,... ale... sam gorąco przywiązany do liturgii Kościoła katolickiego za ideał uważał całkowite przyjęcie przez Kościół wschodni obrządków zachodnich, a tolerowanie zwyczajów greckich poczytywał jedynie za ustepstwo na rzecz Rusi" (tamże).

Na poparcie tego ostatniego swego twierdzenia prof. Chodynicki przytacza pewien ustęp z książki O jedności, w którym Skarga zdaje się łacińskie obrządki stawiać wyżej niż greckie i zachęca raczej do ich przyjęcia, niż trzymania się greckich. Jeśli nawet w okresie pisania swej książki (r. 1577) Skarga upewniał Rusinów, że w złączeniu z Rzymem obrządki ich zostaną zachowane, to z przedstawienia prof. Chodynickiego wynikałoby, że w latach następnych musiał w swej życzliwości dla obrządku wschodniego oziębnąć, albowiem nawracając schizmatyków, przyjmował ich na obrządek łaciński, a nawet tego koniecznie domagał się. Ma tego dowodzić, między innymi faktami, usiłowanie Skargi pozyskania dla katolicyzmu młodych książąt Słuckich i zabronienie ich matce, księżnej Katarzynie przyjmowania komunii pod dwiema postaciami (str. 229). W Połocku Skarga, podobnie jak jego bracia zakonni, „krzewią katolicyzm jedynie w formie rzymskiej" (str. 231). Prof. Chodynicki konkluduje, że w latach między ukazaniem się książki "O jedności" a zawarciem unii brzeskiej Skarga, który pod tym względem miał działać według wskazówek Possevina — „pojmował jedność Kościoła zachodniego ze wschodnim (chyba przeciwnie? przyp. mój) jako jedność wiary, władzy papieskiej i obrządków" (str. 229), owszem rzuca zdanie: „Skarga nie zgadza się na żaden kompromis w zakresie zwyczajów kościelnych" (tamże). Z przedstawienia rzeczy u prof. Chodynickiego wynikałoby (czego autor nie dopowiada), że biorąc w r. 1596 udział w synodzie brzeskim, sekretarzując na nim i następnie pisząc jego Obronę, Skarga przykładał rękę do dzieła, nie zgadzającego się z jego przekonaniem, lub też, że przekonania swoje zmieniał co lat kilka. 

Otóż z takim naświetleniem stosunku księdza Skargi do obrządku wschodniego, jakie nam przedstawia prof. Chodynicki, zgodzić się nie podobna. Nie podobna najpierw, po przeczytaniu książki O jedności, utrzymywać, że Skarga nie miał szczegółowego planu co do treści unii, albo że nie przeprowadzał ściśle granicy, które z wierzeń, obrządków i zwyczajów wschodnich miałyby być zatrzymane po złączeniu się z Rzymem.
„Planem" Skargi bowiem były uchwały synodu florenckiego, na który się niejednokrotnie w swojej książce powoływał. A te były jasne i przez Skargę zostały obszernie i przystępnie wyłożone. Unia miała polegać na uznaniu najwyższej, pasterskiej i nauczycielskiej władzy papieża w Kościele i na przyjęciu całej nauki dogmatycznej Kościoła katolickiego. Zatem te z „wierzeń", raczej mniemań, które by się dogmatowi katolickiemu sprzeciwiały, musiały być odrzucone. Skarga wymienia i odpiera cały szereg takich mniemań, np. negowanie pochodzenia Ducha św. i od Syna, błędy co do stanu dusz po śmierci i inne. Mniej mu podobają się małżeństwa księży i zwłaszcza w drugim wydaniu swej książki (z r. 1590) obszernie uzasadnia wyższość celibatu, ale małżeństw księży, tj. praktyki należącej nie do istoty wiary (ani nawet nie do obrządków), ale do karności kościelnej, nie uważa za przeszkodę do jedności. „Tego my, tj. małżeństwa księży — pisze, jako nie chwalimy, tak też za rzecz znośną, a nie za wielki błąd poczytamy" (O jedności, cz. I, r. 5). Co się tyczy obrządku, tj. form liturgicznych służby Bożej, postów i różnych zwyczajów, to pisze wyraźnie: „My żadnych ceremonii greckich nie ganim, które od starszych św. przodków mają, byle się prawdzie Bożej i pismu św. nie sprzeciwiły" (cz. II, r. 12). Wyliczywszy w III części r. 7 (według numeracji pierwszego wydania) trzy warunki dokonania unii (potwierdzenie metropolity przez papieża, zgoda w artykułach wiary i posłuszeństwo papieżowi), tak konkluduje Skarga: „Co się innych rzeczy, to jest obrządków kościelnych i zwyczajów nabożeństwa greckiego, które od św. przodków swoich mają, słowu Bożemu i wierze ś. nie sprzeciwiających się dotyczę, przy tym by się wszytkim zostali, żadnej odmiany nie czyniąc". I jakby chciał oddalić podejrzenie, że to byłoby ustępstwem tylko dla ich przywiązań, dodaje głębszą rację różności obrządków w Kościele: „bo Kościół Boży rozlicznością (bez sprzeciwności) przybrany jest jako królowa w farby szat i kamieni a pereł rozmaitych", słowa, których używać będą niejednokrotnie papieże w swoich encyklikach, zwróconych do odłączonego Wschodu. Że takie zaś jest zapatrywanie Kościoła na różność obrządków, Skarga wykazuje na fakcie, że nawet w samym łacińskim Kościele różne biskupstwa i zakony mają rozmaite ceremonie, powołuje się na to, że Kościół rzymski obrzędom greckim, „które różnej wiary nie wwodzą, ani zgody psują,które mają od św. swoich przodków podane, nigdy nie przyganiał, ani przygania. I owszem rad je widzi, w swoich się kochając, greckie miłuje. A woli, gdyby tego była potrzeba, dla zgody i jedności i swego ustąpić, byle pokój a miłość cała zostawała". Tekstami z listu Leona IX papieża wykazuje Skarga, jak Kościół rzymski — w przeciwieństwie do ekskluzywności odszczepieńczych Greków — odnosił się do obrządku w kościołach i klasztorach greckich, które miał pod swoją bezpośrednią jurysdykcją, a którym nie tylko żadnego niepokoju nie czynił, ani im ojcowskiego nabożeństwa i zwyczaju zakazywał, i „owszem radzi im, aby przy nim stali" (cz. II, r. 13). Dlatego mógł Skarga wystąpić z takim zapewnieniem do „narodu ruskiego": „A tak się tobie o twoje nabożeństwa i obrządki greckie bać nic nie trzeba. W tym zjednoczeniu z Kościołem Bożym nie utracisz ich, ale je ozdobisz i ożywisz na zbawienny pożytek" (cz. III, r. 7).
Tak myślał i pisał Skarga w roku 1577. Czy w latach następnych przekonanie zmienił? Czy życzliwość dla obrządku greckiego stracił? Że nie zmienił i nie stracił, tego dowodzi fakt, że ogłaszając swoją książkę powtórnie w r. 1590 wszystkie zacytowane ustępy bez zmiany w niej pozostawił. Przerobił tylko rozdziały części I-szej, dotyczące nauki o papiestwie, rozszerzył ustęp o celibacie księży, wszystko natomiast, co dotyczyło obrządku samego, pozostało w nowym wydaniu po staremu.

Jakże więc po tym wszystkim można było napisać o nim, jak napisał prof. Chodynicki, że „Skarga nie zgadza się na żaden kompromis w zakresie zwyczajów kościelnych", że jedność kościelna u niego polega na „jedności wiary, władzy papieskiej i... obrządków"?
Czy może obok tych wypowiedzeń się za obrządkiem wschodnim, Skarga, w niezgodzie z samym sobą, wypowiedział się i w przeciwnym sensie, albo może czynami swymi przekreślał swoje słowa? Prof. Chodynicki przytoczył kilka wierszy z książki O jedności na poparcie swego zdania, że Skarga czynił tylko ustępstwo na rzecz obrządku greckiego, w duszy piastując inny ideał. W części III r. 10 książki Skargi znajdują się rzeczywiście następujące słowa, zwrócone do nawracającego się Rusina: „Jeśli się w greckich ceremoniach,  których  Kościół nie gani, kochasz, chować je podobno, wedle buły Alexandra papieża szóstego, z dozwoleniem spowiedników twoich katolickich, możesz... Wszakże i łacińskie obrządki kościelne także dobre i podobno więtszej powagi i więtszego serdecznego a duchownego nabożeństwa pełne są, bezpieczniej jąć się ich i w jednej we wszytkim zgodzie żyć możesz". Tak, mamy tu pewne zalecenie obrządku łacińskiego, ale prof. Chodynicki, zdaje mi się, nie zauważył dla kogo to polecenie i w jakich okolicznościach Skarga napisał. Zwraca się on w tych słowach nie do całego „narodu ruskiego", który pragnąłby przywieść do jedności kościelnej wraz z całą jego hierarchią duchowną, ale do poszczególnych Rusinów, którzy skłonni byli do uznania prawdy katolickiej, lecz oglądali się na swoich przewodników duchowych, aż ci do jedności przystąpią. Skarga przekonywa takiego wahającego się Rusina, że „jeśli starsi twoi duchowni jedności i miłości kościelnej nie chcą", to możesz ich słusznie opuścić i o swoje własne zbawienie starać się. I tu właśnie było miejsce powiedzieć coś o obrządku. Obrządek wschodni a katolicki suponuje istnienie świątyń i kapłanów tegoż obrządku. A tych, kiedy Skarga do jedności wzywał, wcale w kraju nie było. Jedynym obrządkiem katolickim, jaki wtedy istniał w Rzeczypospolitej, był obrządek łaciński i ten też każdy nawracający się Rusin musiał przyjąć. To prof. Chodynicki dobrze zaznaczył, że za rządów Batorego (a można dodać, że i później przez lat osiem) unia, polegająca na zachowaniu różnicy obrządków, w praktyce nie była stosowana, ale trzeba dodać, że nie działo się to, jak autor mniema, z tego powodu jakoby takiej unii wówczas nie pojmowano, nie chciano, lecz po prostu dlatego, że organizacji kościelnej katolickiej wschodniego obrządku jeszcze nie było. Skarga jednak właśnie do stworzenia tej organizacji przez unię gremialną całym swoim dziełem nawoływał. I tylko, dopóki to nie nastąpi, prowizorycznie wskazywał na konieczność praktykowania obrządku łacińskiego przez tych, co dla zbawienia duszy swojej przechodzili na katolicyzm. Sam, jako wychowany w obrządku łacińskim, chociaż „miłował" i obrządek wschodni, zapewne lepiej odczuwał piękność obrządku własnego i mógł subiektywnie twierdzić, że jego rodzime ceremonie   „są   więtszej  powagi i więtszego serdecznego a duchownego nabożeństwa", twierdził to jednak skromnie, dorzucając słówko „podobno". Ale i co do tych indywidualnych nawróconych, przypominał Skarga jakąś bullę Aleksandra VI, pozwalającą im „podobno" zachowywać obrządki wschodnie za rozsądzeniem spowiednika. Zastrzegał jednak, że nie wolno im przyjmować żadnych sakramentów od „odszczepionych ruskich duchownych", póki się też oni z Kościołem Bożym nie zjednoczą. W tych zaś warunkach i koncesja Aleksandra VI mogła się odnosić chyba jedynie do tych obrządków i zwyczajów wschodnich, które można było obserwować i praktykować prywatnie, bez pomocy kapłanów, jakimi były posty wschodnie, domowe modlitwy, może obchodzenie pewnych dni świętych zachodniemu obrządkowi nieznanych. Żeby jednak tacy nawróceni nie mieli pokusy utrzymywania stosunków z duchownymi odłączonymi, Skarga mógł powiedzieć, że w tych okolicznościach będzie „bezpieczniej" zaniechać tych osobliwości wschodnich i „jąć się" obrządków łacińskich i „żyć w jednej we wszytkim zgodzie".
Po tym wszystkim łatwo także zrozumieć przytoczony przez prof. Chodynickiego sposób nawracania przez Skargę książąt Słuckich. W czasie, kiedy wymógł na ich matce, by ich do Włoch na edukację posłała, czyż mógł im zalecać trzymanie się obrządku wschodniego? Co się zaś samej księżnej Katarzyny tyczy, to ta od urodzenia należała do obrządku łacińskiego i w nim (tymbardziej, że utożsamiał się on faktycznie z katolicyzmem) chciała żyć i umrzeć, doszła wszakże do mylnego przekonania, zapewne pod wpływem swego męża, że komunia święta winna być przyjmowana pod dwiema postaciami i zapewne do niej w cerkwi niezjednoczonej przystępowała. Tego Skarga nie mógł ani pochwalić ani tolerować, raz dlatego, że było w tej praktyce zabronione „uczestnictwo w rzeczach świętych" z niekatolikami, a powtóre, że księżna opierała tę praktykę na dogmatycznym błędzie husyckich kalikstianów o konieczności dla zbawienia przyjmowania komunii pod dwiema postaciami, jak świadczy sam Skarga w znanym prof. Chodynickiemu liście do generała zakonu Mercuriana. Co innego bowiem jest samo komunikowanie pod dwiema postaciami, a co innego uważanie tego za absolutną konieczność z potępianiem łacińskiej praktyki komunii pod jedną postacią — pierwsze należy do obrządku, drugie jest już rzeczą doktryny. Skarga, szanujący różnice obrządkowe, musiał być nieubłaganym tam, gdzie chodziło o mylną doktrynę.

Nie zmienił zatem Skarga swego pierwotnego zapatrywania na obrządek wschodni, kiedy paktował z dworem słuckim, lub kiedy dziesiątkami przyjmował Rusinów do Kościoła w obrządku łacińskim. Dlatego też nie było z jego strony żadnym volte-face, kiedy znowu w r. 1596 trzymał pióro na synodzie brzeskim i kiedy wkrótce pisał tego synodu Obronę. W tej obronie, bez żadnej sprzeczności z samym sobą, mógł znowu odezwać się do dyzunitów: „Mówicie: nie chcemy przodków naszych nabożeństwa odstępować, ani wiary nowej stawiać? A kto wam każe abo radzi? Izali co w kościołach waszych odmienić radzim? Nie radzim, i owszem wiarę starych ojców waszych i naszych zmocnić i od heretyctwa i błędów nowych Greków obronić chcemy... Nic nie utracicie, wszytko wam cale zostaje w nauce prawowiernej, i w ceremoniach, i w obrządkach, i zwyczajach   Kościoła   waszego greckiego".
Trzeba jeszcze raz na zakończenie podkreślić, że stosunek Skargi do obrządku greckiego nie był wymuszony, ale płynął z przekonania, i był nawskroś życzliwy i serdeczny. Można o tym przekonać się z następujących słów książki O jedności Kościoła Bożego. „O jakbyśmy się cieszyli — pisze w cz. III, rozdz. 6-ym — i w chwale Bożej rośli, gdybyśmy my do waszego, a wy do naszego kościoła chodząc, jako jednej owczarni owce, spólne u ołtarza jednego lubo po grecku lubo po rzymsku ofiary przenajświętsze czynili, a w jednym rozumieniu i miłości chwalili spólnego Pana". — Spełniło się to jego pragnienie, kiedy 19 października 1596 r. patrzył jak najpierw w brzeskiej cerkwi św. Mikołaja „rzucili się do pocałowania biskupi Kościoła zachodniego do biskupów Kościoła wschodniego i w Bogu się obłapiając i zgodę świętą i miłość sobie dając, pokój Chrystusów z sobą umocnili i utwierdzili". A potym, jak wszyscy, w tychże ubiorach, udali się do łacińskiego kościoła Panny Maryi, by tam uroczystym Te Deum podziękować Bogu za dokonane z Jego pomocą i błogosławieństwem dzieło św. zjednoczenia dwóch obrządków w wspólnej wierze. (Opis synodu brzeskiego).

Jeszcze w r. 1610, na dwa lata przed śmiercią swoją, odpowiadając Orthologowi (Smotryckiemu) na jego "Threny i Lament", Skarga po raz ostatni zaświadczył, że kiedy od lat trzydziestu pięciu pisaniem swoim do jedności kościelnej wzywał nasze ruskie narody, to czynił to z swojej „wielkiej skłonności do greckiego świętego nabożeństwa i czci Bożej pełnych w nim obrządków cerkiewnych".
Przypomnienie tej „skłonności" Skargi „do nabożeństwa greckiego", stwierdzenie autentycznego stanowiska wielkiego kaznodziei i polskiego patrioty wobec obrządku wschodniego w Kościele katolickim — wydało się nam potrzebnym przyczynkiem do jubileuszowego obchodu 400-lecia jego urodzin.
Ks. Jan Urban SJ
Z czasopisma "Oriens", Warszawa 1936 (pisownia zgodna z oryginalem)